piątek, 22 lutego 2013

Co się nawinie




Jak wiecie mojej babci jeszcze nie ma. A w domu to ona zawsze gotowała. Gdy wracałyśmy ze szkoły zawsze w domu był obiad. Prawie nigdy nie gotowałam. No czasem tam pomagałam, czy to przy naleśnikach , frytkach, ziemniakach i pierogach. Przy czynnościach które są długie i przy których trzeba stać.  No bo wiecie babcia jak to babcia końskiego zdrowia już nie ma. A teraz stanęłam przed wyzwaniem co ugotować. Byłam sama w domu, mama pojechała  do miasta. Do lekarza, do babci i miała jeszcze wstąpić do fryzjera oraz zrobić zakupy, bo niestety w domu nie było niczego konkretnego. Niestety schodziło jej to bardzo długo. Ugotowałam więc makaron. Nie było niestety sosu do spagetti. A więc trzeba było improwizować. W lodówce znalazłam żółty ser, ketchup i przyprawę do pizzy. Takim oto sposobem wyszło mi coś takiego.

Powiem szczerze, dobre było i nawet miałam ochotę na dokładkę :)
Pozdrawiam

środa, 20 lutego 2013

Metoda na zły dzień





Dzisiaj przeniesiemy się w świat tak magiczny i wyjątkowy jak tylko możecie sobie wyobrazić. Dla każdego będzie to co innego, coś wspaniałego o czym marzy śni w najbardziej skrywanych pragnieniach. Jedni będą leżeć na łąkach, inni trwać przy boku ukochanego, jeszcze inni zaś będą siedzieć zamknięci w swoich czterech ścianach, degustując spokój jaki ich otacza...
Zamknijcie oczy i pomyślcie co tak naprawdę pragnęlibyście teraz czynić, z kim być. Niech myśl ta was wypełni, popłynie waszym układem krwionośnym, dostając się do każdego, nawet najmniejszego zakamarka. Oczy niech zaleją się widokiem cudów jakie płyną po głowie. Zróbcie to, już………………………………......................………..........nie oszukiwać!.............................................................................i jak, czujecie to? Ja bardzo, bardzo mocno, i wiem, że gdyby ktoś teraz na mnie spojrzał, stwierdziłby, że mój dzień był dzisiaj niezwykły bo z ust nie schodzi mi błogi uśmiech. Niestety ten dzień i noc nie miały niż w związku ze szczęśliwością. Wszystko zaczęło się wczoraj wieczorem, około godziny 22:00 moja babcia poprosiła mnie o termometr. Źle się czuła. Na termometrze wyskoczyło 38,7. Dla mnie i dla was pewnie nie było by to nic piekielnego lecz dla 79 letniej starszej pani niestety tak. Jakoś tak co godzinę do niej chodziłam. Dawałam ciepłą wodę do picia, mierzyłam gorączkę. Na szczęście zaczęła pomału spadać. Około pierwszej w nocy było już ,,tylko” 38. Sama poszłam spać mniej więcej o drugiej. Rano zaś wiedziałam, że muszę wcześnie wstać. Zobaczyć co z babcią i w razie czego zarejestrować czy też zawieźć ją do szpitala. O szóstej rano, moje oczy jakby nigdy nic same się otworzyły. Rzadkiego budzika, wołania, nic. Usłyszała, że babcia już nie śpi, poszłam więc do niej. Strzepałam termometr i czekamy. Rtęć leci i leci, stanęła. Jest 37,3. Całe szczęście, że nie większa. Niestety to było rano, a przecież zawsze tak jest rano gorączka mniejsza, na wieczór znów rośnie. Postanowione babcia musi skonsultować to z lekarzem. Załatwiłyśmy przez ciocię wizytę u lekarza. Po pewnym czasie lekarz nie oglądając nawet babci powiedział, że mamy wolne piękne łóżko, na wszelki wypadek panią przyjmiemy, a i tak pod kroplówką na pewno szybciej pani do siebie dojdzie. Zanim jednak zawiozłam babcie do szpitala, udałam się sama do przychodni. Niestety czekał mnie zastrzyk, a dokładniej szczepionka. Każdy niestety musi ją mieć w wieku 18/19 lat. Nienawidzę igieł, koszmar. W przychodni był remont. Pogawędziłam sobie miło z robotnikami, po czym zostałam przebadana (kontrolnie) i na kłucie. Na wejściu poinformowałam miłą panią, że źle reaguję na widok igły. Zaczęłyśmy rozmowę i wszystko to na szczęście bardzo szybko minęło. Potem zawiozłam babcię do lekarza. Pomińmy szczegóły tego wszystkiego. W każdym razie babcia jak na razie czuje się lepiej. Mam nadzieję, że bardzo szybko wróci w pełni zdrowa do domu.
Pozdrawiam

Końska przypadłość :p

Flicka
Mówiłam wam już że lubię konie. I mimo iż nie umiem rewelacyjnie na nich jeździć, czasem mam tak ogromną ochotę poczuć pod sobą konia, że aaaaaaa… Masakra. Mieliście kiedyś coś takiego iż czuliście, że musicie coś zrobić go was rozerwie od środka? To jest właśnie to co czasami czuję. Tak bardzo wtedy chciałabym wybiec z domu do stajnie, osiodłać konia i popędzić gdzie się tylko da, byle by tylko móc czuć, że jest. Taki stan trwa czasem kilka minut, a czasem kilka dni, niestety zawsze w nieodpowiednim momencie. Czyli albo nie mam jak pojechać do stadniny (niestety jest daleko), albo nie mam czasu! Jak nazłość. Co wtedy robię? Wyszukuję wszystkiego co z nimi związane. Mnóstwo pięknych zdjęć z internetu, filmy o nich i teledyski, a nawet przeróżne filmiki na youtube.

Srebrny rumak
Oto moje propozycje filmów dla was jeżeli tylko jesteście zainteresowani:
- Mustang z Dzikiej Doliny (bajka)
- Czarny Książę (1994)
- Anioły i kowbojki (kino familijne w którym po części wystepują konie)
- Czarny koń (Long shot) (2004)
- Jeździec bez głowy (też tylko po części konie)
- Wild stallion (trochę głupia bajka, ale są konie) (2009)
- Skok po marzenia (2007)
- Niepokonany Seabiscuit (2003)
- Czarny rumak (1979)
- Wyścig marzeń (2005)
- Król Artur (2004)
- Hidalgo – ocena ognia (2004)
- Flicka (genialne) (2006)
- Flicka 2 (2010)
Zaklinacz koni
- Flicka 3 (2012)
- Niezwyciężony Secretariat (2010)
- Palomino (1991)
- Tropem mustangów (trochę głupawa bajka, ale są koniki) (2001)
- Shergar (1999)
- Czarny rumak (2003)
- Elektryczny jeździec (1979)
-Zebra z klasą (niby zebra jest głównym bohaterem, ale konie też są) (2005)
- Big Spender (2003)
- Zaklinacz koni (1998) (książka lepsza)
- Flash (1997)
- Srebrny rumak (1993)

To filmy, które udało mi się obejrzeć, jeżeli znacie jakieś inne, serdecznie proszę o informację J



A oto teledyski:
- Lee Ryan: Turn your car around
- Mariah Carey: Butterfly
- Vanilla Ninja: When the Indians cry
 - The Silver Stallion: On my father’s wings ( nie wiem czy jest to oficjalny teledysk)


Tutaj również prośba, jeżeli znacie inne piszcie:)
Pozdrawiam

poniedziałek, 18 lutego 2013

Coś tam więcej o mnie :)



Przedstawiłam wam już mojego psa, a pewnie powinnam zacząć od siebie. Wprawdzie w opisie po prawej stronie macie jakiś tam zarys o mnie, ale teraz postaram się wam to trochę poszerzyć o kilka faktów, a więc zaczynamy.

ŻYCIE – PRZESZŁE, AKTUALNE I PRZYSZŁE


Urodziłam się 14 kwietnia 1994 roku na Podkarpaciu. Mieszkam na wsi. Kocham to miejsce, nie wyobrażam sobie zamieszkać w mieście. Wiem, że jest tam może więcej atrakcji, kina, restauracje, bary, ale przecież nie tylko tym człowiek żyje. Jeżeli będę chciała skorzystać z takich atrakcji po prostu pojadę do miasta. Na co dzień wolę jedna przebywać w otoczeniu przyrody. Uwielbiam długie letnie spacery po polach. Świergot ptaków o poranku, barwne zachody słońca, to coś co naprawdę sprawia, że jestem szczęśliwa. Aktualnie chodzę do 3 klasy liceum na kierunku matematyczno-lingwistycznym. Powiem szczerze – nienawidzę języków obcych. Spytacie więc czemu taki kierunek? A no bo inne mi tym bardziej nie odpowiadały, ale jak o tym głębiej pomyśleć, to w sumie dobrze, że go wybrałam. Mam więcej angielskiego, więc zadań, lekcji do zapamiętania przez co lepiej przyswajam ten język. Który przecież i tak muszę zdawać na maturze. Oprócz niego i reszty obowiązkowych przedmiotów wybrałam także geografię – bo wydaje mi się na tyle prosta, że nie będę musiała się dużo uczyć, a zawsze to coś więcej i wos – którego nigdy nie lubiłam się uczyć, unikałam go szerokim łukiem, ale okazał się mi potrzebny, zważywszy na to iż wybieram się na bezpieczeństwo wewnętrzne. Na początku myślałam, o dziennikarstwie, ale chcę w przyszłości pracować w policji, a wiec bw bardziej mi się przyda. Co do policji to nie chcę być pierwszym lepszym smerfem, a chcę pracować w policji z psem. Mam nadzieję, że uda mi się to osiągnąć. Czytałam na ten temat kilka rzeczy i wiem, że dostanie się jest trudne. Rozmawiałam nawet z policjantką z naszego miasta. Kobieta powiedziała mi że fakt jest to trudne, ale jeżeli ktoś się naprawdę przyłoży może się dostać, trzeba tylko naprawdę chcieć. A ja naprawdę chcę, to postawiłam sobie za cel w życiu. Policjantka powiedziała mi jeszcze, że nie potrzebne mi studia do pracy w policji, to prawda, że lepiej rozpatrują takich po jakiejś szkole, ale wystarczy zrobić jakiś kilku (chyba 7) miesięczny kurs i już ma się szansę. Moja mama stwierdziła jednak, że potrzebne mi jakieś zabezpieczenie, w razie gdybym nie dostała się do policji.
Zdjęcie z neta
 I w sumie ma rację, chociaż dobija mnie to iż wszyscy uważają mój pomysł za głupi. Mama, babcia, ciocia i nawet wujek pracujący w policji. Chciałam żeby organizował mi jakieś spotkanie z policjantem żebym mogła wypytać co i jak to mi powiedział, że z takim gówniarzem to nawet nie będą chcieli rozmawiać – oczywiście ujął to delikatniej, ale zawsze. Pocieszenie mam tylko w koleżance, która myślę na prawdę 
we mnie wierzy. Przez moje życie przetoczyło się kilka zwierząt, w tym 2 wspaniałe przyjaciółki, o których kiedyś napiszę. 
Po sprzedaniu przez moją babcię jednej z nich (krowy), mama obiecała mi psa. Wtedy to zaczęłam się nimi interesować.
I tak w 2005 roku do naszego domu trafił Kajtek. Od tego czasu zastanawiałam się co zrobić by w przyszłości moje życie było związane z psami. I tak od weterynarza doszłam do policjanta. Co z tego wyjdzie? Nie wiem, an razie to są moje plany. 
Co więcej chciałabym w przyszłości prowadzić dt (dom tymczasowy) dla psów, bo na razie tak widzę możliwość pomagania im. 



FOTOGRAFIA

 Oprócz tego jak już wspominałam lubię robić zdjęcia. Jest to raczej mniej ważne dla mnie hobby i choć robienie zdjęć sprawia mi ogromną przyjemność, nie mam ani na tyle czasu by w pełni poświęcić się robieniu zdjęć i poznawania samego sprzętu którym się posługuję, czy też mogłabym posługiwać. Zdjęć mam masę, naprawdę, gdy tylko jadę na jakąś wycieczkę, robię ich około 1 000. Staram się by nigdy nie było mniej, a gdy jest więcej to jeszcze lepie. Stąd też problem z przepełnionym dyskiem na laptopie i zajętą pamięcią w aparacie przy karcie posiadającej 8 GB. Aktualnie posługuję się kompaktem – Nikonem Coolpix P 100, ale mam ambitne plany na lustrzankę, niestety brak kasy mi to uniemożliwia.  A szykuje się też zmiana laptopa, bo zepsuł mi się odtwarzacz płyt CD, co za tym idzie również nagrywarki. Do tego nawala mi nagłośnienie. Nawet już sobie jeden upatrzyłam, ale muszę liczyć na przypływ gotówki, na co jak na razie się nie zapowiada.

WIERSZE

Inną całkiem młodą pasją jest pisanie wierszy. Zaczęło się bardzo niewinnie jakoś tak w 2010/11. Nie pamiętam dokładnie. Pamiętam jednak pierwszy napisany wiersz. Robiłam wówczas jedzenie kotom. Nuciłam sobie przy tym taki zwrot, zdanie (nie wiem jak to nazwać), które sama wymyśliłam. A szły one tak: ,,Kiedyś stałam nad urwiskiem spoglądałam w dół, gdy się odwróciłam byłam już na dnie”. Kiedy dałam już kotom jeść, poszłam oglądać TV, o nuconej wcześniej melodii i samych słowach, całkowicie zapomniałam. Około 22:00, kiedy szłam, już spać, światło było zgaszone, a ja sama już leżałam cieplutko przykryta kołdrą, wróciła i melodia i słowa. Wtedy też poczułam iż muszę wstać i zacząć pisać. Było to bardzo dziwne uczucie, ale że miałam natłok słów, chwyciłam komórkę (był to najbliższy sprzęt, w którym mogłam pisać) i poszło jak lawina. Nie myślałam, nie zastawiałam się słowa same płynęły, ja za zadanie miałam je tylko zapisać. I tak powstał oto ten wiersz: 

Zdjęcie z neta

,,Kiedyś stałam nad urwiskiem
Spoglądałam w dół
Gdy się odwróciłam
Byłam już na dnie
Spokojnie spoglądając
Patrzyłam jak przez mgłę przedzierają się promienie
Czarny sen i czarna magie pochłaniały mnie
A w oddali
Gdzieś daleko – ktoś woła
Cicho łkając
Popłakując
Pokazuje
Ale na co?
Na obłok błękitny
Na niebieską falę
Ktoś spogląda z wysoka
Jakby chciał coś powiedzieć
Twarz ma niewyraźną
Jakby rozmazaną
Woła do mnie
Chwyta za dłoń
Unoszę się w górę – jak wiatr
Unosi mnie spokojnie
Tak to On
Pan z wysoka
Sam On przybył
By zabrać mnie do Siebie
Do Swego domu
Domu niebiańskiego
Teraz też mojego”

Nie wiem jakim cudem go napisałam, naprawdę była to tak niezwykła chwila, tak magiczna…Jestem chrześcijanką, do czego pewnie większość z Was doszła czytając ten wiersz i chciałabym, aby został on przeczytany na moim pogrzebie. Bo wierzę, że nie jest to moje dzieła, a że mówił przeze mnie Ktoś, kogo kocham, komu ufam i ktoś kto nade mną czuwa…
teraz wiersze pisze przeważnie gdy mam się uczyć, albo na lekcjach, nie wiem czemu :)


KONIE

Klacz dalszego sąsiada
Inna pasja, właściwie ta pierwsza z pierwszych. Moja mama mówi, że jedyne co chciałam jako dziecko to konie, konie i jeszcze raz konie. Nie chciałam jako dziewczynka lalek czy innych dziewczęcych zabawek, ja wolałam konie i …. samochody. Nie powiem, że jakoś bardzo dobrze jeżdżę bo niestety nie mam konia, i mimo iż mieszkam na wsi, w mojej rodzinie koni już nie było, zastąpiono je traktorem. Tak więc musiałam zadowolić się widokiem ich u sąsiadów czy też rzadkich wizytach w stadninie, której niestety już teraz nie ma. Chciałbym mieć kiedy dwa konie. Takie tylko moje, mieć wspaniałą stajnię i duży ogrodzony teren po, którym mogły spokojnie biegać. Nie musi być to koni rasowy, choć przyznam zastanawiam się nad Morganem (słyszałam, że są łagodne, przez co dobre dla początkujących) i Palomino (od zawsze mi się podobały). Co więcej chciałbym otworzyć ośrodek dla dzieci chorych umysłowo. Podobno kontakt takich dziećmi z końmi im pomaga, jak kocham i konie i dzieci. Przez co myślę, mogłabym swoja pasję połączyć z pomaganiem takim dzieciom i im rodzicom.


SAMOCHODY

Bo merce chwytają za serce - fotka z neta
Coś co bardziej kręci facetów. Nie powiem, że znam wszystkie marki, że potrafię je reperować, ale powiem, że uwielbiam nimi jeździć, prawko mam od roku, ale zawsze mnie fascynowały. Pamiętam jeszcze jak w piaskownicy nie było domku z lalką, tylko domek i samochód, koniecznie, nawet ważniejszy był garaż od domu J Tak więc zyskując prawo jazdy poczułam się piekielnie szczęśliwa. Nie umiem jeździć nie wiem jak, nie znam się na drifcie, ale mam nadzieję, że kiedyś uda mi się gdzieś rozwinąć taką umiejętność :p



 W tej chwili to wszystko co pragnę wam o sobie przekazać, na bieżąco będziecie się dowiadywać nowych informacji.

Pozdrawiam:)